„Androidy" - neo-noir w Operze Narodowej
Pointy i cyberpunk. Klasyczna technika baletowa i świat rodem z science-fiction. To zestawienie rzadko spotyka się na scenie - a „Androidy" Polskiego Baletu Narodowego właśnie na nim stoją. Dwuaktowy balet Roberta Bondary, do oryginalnej muzyki Przemysława Zycha, miał premierę 10 maja 2026 r. Akcja toczy się w świecie po katastrofie ekologicznej, w którym łowca tropi zbuntowane androidy. To kolejny w tym roku polski spektakl baletowy o sztucznej inteligencji - po „Metropolis - Refleksje naszych czasów" z Opery Bałtyckiej.

O świecie spektaklu
Bondara sięga po dystopijny pejzaż wpisany w cyberpunkową tradycję: planeta wyniszczona ekologicznie, koncern technologiczny ÆtherTech (na czele z Elonem Reventlovem) produkujący androidy, podział na ludzi i roboty. Postacie centralne - Łowca, jego żona Nina, doktor Ræ - balansują między tymi dwoma światami.
Literackie filary Bondary widać wyraźnie: proza Asimova i Dicka, ale też Golem, „Frankenstein" Mary Shelley, „Terminator". W warstwie wizualnej - „Łowca androidów" Ridleya Scotta i cała estetyka kina neo-noir.
Ciekawe są też nazwy postaci występujących w spektaklu. Po stronie androidów mamy ich liderów: R_0Y „Castora", POL_3 „Polluxa", SØF_1A „Sophię", ÆMECA_3 „Amecę" i AIDÆ „Aidę". Te nazwy prowadzą podwójną grę. Castor i Pollux to mityczni bliźniacy - jeden śmiertelny, drugi nie. Sophia i Ameca to z kolei prawdziwe humanoidy z laboratoriów, twarze, które każdy widział w sieci.
Spektakl nosi tytuł „Androidy" i to roboty humanoidalne oglądamy przez większość wieczoru. Ale choreograf w wywiadach mówi wprost, że to nie jest opowieść o maszynach, tylko o nas.
Muzyka
Muzyka grana na żywo od pierwszego taktu wprowadza w świat, który przytłacza i budzi obawy. Momentami zapada cisza - żeby po chwili wyrwać widza i rzucić go w wir wydarzeń. Kiedy indziej wybrzmiewa mieszanka smutku i spokoju: w scenach miłosnych, które są jak okruchy nadziei i człowieczeństwa w świecie tak wyobcowanym i opanowanym przez technologię. Muzyka niejako prowadzi przez spektakl - buduje napięcie, daje poczucie ciężkości otaczającej rzeczywistości.
Orkiestrę dopełnia partia wokalna solistki - to nie śpiew ze słowami, lecz wokaliza: przeciągłe, prowadzone na samogłoskach dźwięki, które wplatają się między instrumenty i harmonizują z nimi. Ten głos działa jak kolejna barwa orkiestry, a zarazem - w świecie tak zmechanizowanym - wnosi do muzyki wyraźnie ludzki akcent.
Partyturę napisał na zamówienie Przemysław Zych, kompozytor i pedagog Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Orkiestrą Teatru Wielkiego - Opery Narodowej dyryguje Marta Kluczyńska.
Choreografia
Bondara mówi: „W XXI wieku balet jest zjawiskiem, przez które przenika wiele prądów. Jeżeli wykorzystuję taniec na pointach, staram się zrobić coś, czego jeszcze nie widziałem". W „Androidach" trzyma się klasycznej techniki, ale dokłada do niej słownik przekraczający granice stylów.
Najmocniej działa kontrast dwóch rodzajów ruchu. Androidy tańczą jak roboty - precyzyjnie, szybko, bez tego, co w ruchu jest ludzkie. Łowca i jego żona poruszają się inaczej: ich taniec jest dynamiczny, ale płynny, pełen emocji. To rozróżnienie jest nie tylko dekoracją ale niesie temat spektaklu - granica człowieczeństwa narysowana ciałem.
Scenografia, projekcje, kostiumy
Na szczególną uwagę zasługują futurystyczne projekcje wideo Kamila Polaka, scenografia Diany Marszałek, kostiumy Martyny Kander i światła Macieja Igielskiego. Wszystko to dobrze ze sobą współgra, wprowadzając widza w mroczny, dystopijny świat - neo-noir z cyberpunkowym pulsem. Scenografia może wydawać się surowa w swojej prostocie, ale właśnie dzięki temu trafnie oddaje świat postapokaliptyczny. Opuszczane konstrukcje są nie tylko częścią dekoracji - stają się ważnym elementem spektaklu. Niekiedy wyświetlają się na nich fragmenty kodu i inne elektroniczne obrazy, nieustannie przypominające odbiorcy, w jakim świecie dzieje się akcja. Dobrze wykorzystano też obrotową podłogę, która daje poczucie ciągłego ruchu - widz czuje się, jakby oglądał akcję w filmie. Dzięki temu zabiegowi tancerze pozostają w ruchu, nie zmieniając miejsca na scenie; kiedy indziej trwają w bezruchu, chowając się w mroku. Nad wszystkim czuwają światła, które podkreślają to, co najważniejsze, ale służą też do budowania scenografii.
Pytania bez odpowiedzi
To u Bondary konsekwentne. Choreograf - który zaczynał jako tancerz Polskiego Baletu Narodowego, a w 2011 r. stworzył pełnowymiarowy „Zniewolony umysł" wg Miłosza - od początku traktuje literaturę jako punkt wyjścia i raz po raz wraca do wielkich, niewygodnych pytań, których nie zamyka jedną tezą. W wywiadzie dla „Kultury Liberalnej" mówi wprost: „W tym spektaklu stawiamy dużo pytań, na które sam nie znajduję odpowiedzi. I chyba nawet nie chcę ich znaleźć". „Androidy" zostają więc w pytaniu: czy sztuczny twór może być świadom swojego istnienia? Czy granica człowieczeństwa leży w empatii? Co zrobi z nią korporacja, której zależy na krótkoterminowych zyskach? W finałowych scenach Bondara odwraca pytanie - i kieruje je nie do androida, tylko do widza.
Podsumowanie
„Androidy" to dla Polskiego Baletu Narodowego rzecz osobna w kilku wymiarach. To prapremiera z nową, oryginalną muzyką polskiego kompozytora pisaną pod konkretną choreografię - co w polskim balecie jest raczej rzadkością niż regułą. To także najdalsze odejście od żelaznego repertuaru, jakie zespół zrobił od dawna - i pierwsza próba mówienia językiem tańca o sztucznej inteligencji wprost, nie poprzez metaforę.
Czy to się udało? „Androidy" wytrzymują to, czego się od nich wymaga - i jeszcze coś dorzucają. Bondara nie udaje, że wie, dokąd zmierzamy; zamiast tego buduje spektakl, który zadaje właściwe pytania i ma odwagę zostawić je otwarte. To rzadsze, niż się wydaje - i trudniejsze. Spektakl można zobaczyć do 17 maja na Sali Moniuszki, a we wrześniu wraca w nowym sezonie.
Galeria










Zdjęcia: social media Teatru Wielkiego - Opery Narodowej